Pytanie jak postrzegamy rzeczywistość, co z tą myślą zrobimy i czy to czego doświadczamy popchnie nas w kierunku rozwoju, doświadczania czy trwania i myslach o własnej beznadziejności. Maryś15 Pewnego jesiennego dnia nastawiłem budzik na godz okazało się,że tej nocy jest zmiana czasu o godzinę do przebudzeniu zdesperowany pobiegłem szykować się do miałem niedaleko droga wydawała mi się długa i parę metrów potykałem się i kilka razy wielkich trudach udało mi się w końcu dotrzeć do wpadłem na nauczyciela za spóznienie,usiadłem w ławce,otworzyłem plecak i zobaczyłem że znajdują się w nim zabawki mojej młodszej siostry,wtedy zrozumiałem że mój plecak z książkami został w rozejrzałem się po klasie i spostrzegłem,że wszystkie oczy kolegów skierowane są w moim myśli przebiegło mi przez głowę,nie wiedziałem ca mam zrobić,chciałem aby ten dzień jak najszybciej się to był tylko początek każdej lekcji musiałem tłumaczyć nauczycielowi swoje nieprzygotowanie do śmiali się z mojej pomyłki do następna lekcja była gorsza od do domu minęła szybko,ale tuż przy drzwiach zorientowałem się że nie mam swoich kluczy od wrócić do szkoły i ich na próżno,nie znalazłem do domu i czekałem pod drzwiami 3 godziny na moich tak zmęczony tym dniem że jak tylko rodzice otworzyli mi drzwi nie tłumacząc się poszedłem do swojego pokoju i położyłem się dzień był chyba najgorszy w moim życiu.
Hej kochani!Mamy zaszczyt podzielić się z wami naszym pierwszym oficjalnym teledyskiem!Mieliście kiedyś zły dzień, który robił się tylko coraz gorszy?Po obej
i Kloe zdecydowała się na ryzyko, które się opłaciło Niemożliwa decyzja Kloe i jej mąż byli w siódmym niebie, gdy dowiedzieli się, że będą mieli bliźnięta. Niestety lekarze szybko zdiagnozowali tzw. zespół przetoczenia między płodami, który powodował, że właściwie oba mogły nie przeżyć. Lekarze poprosili Kloe o to, by dokonała niewykonalnego wyboru: miała zdecydować, które z bliźniąt uśmiercić, a które próbować ratować. "Czułam niewyobrażalny ból" - mówi kobieta. 31-letnia Kloe i jej 35-letni mąż Michael, mieszkający w Bury St Edmunds, w hrabstwie Suffolk w Wielkiej Brytanii, niczego nie pragnęli bardziej niż dziecka. Mieli za sobą lata starań i kilka poronień, gdy dowiedzieli się, że zostaną rodzicami bliźniąt. Radość jednak nie trwała długo, bo już na wczesnym etapie ciąży lekarze postawili mrożącą krew w żyłach diagnozę: zespół przetoczenia krwi między płodami (TTTS). "Skutkuje to nierównym przepływem krwi od jednego bliźniaka (zwanego dawcą) do drugiego (biorcy), pozostawiając jedno dziecko z większą objętością krwi niż drugie" - cytuje ekspertów "The Sun". Lekarze widzieli szansę na uratowanie tyko jednego dziecka. Kazali rodzicom wybrać, które z bliźniąt uśmiercić, tak aby drugie miało większe szanse na przeżycie. "To był najczarniejszy dzień w naszym życiu. Czułam, jakby wszystko się skończyło" - wspomina 31-latka. Wbrew sugestiom lekarzy Kloe postanowiła zawalczyć o oboje dzieci. Zdecydowała się na laserową operację zamykania naczyń, mimo że jedno z bliźniąt miało zaledwie 10 proc. szans na jej przeżycie. Chłopcy przyszli na świat przedwcześnie 10 tygodni później na świat przyszli jej obaj synowie. Ciąża zakończyła się o ponad 3 miesiące za wcześnie, a chłopcy musieli spędzić tygodnie w inkubatorach walcząc o życie. Mniejszy, Michael, w chwili urodzenia ważył zaledwie 600 gramów, a większy, James, nieco ponad kilogram. "Byli tak mali, że mieścili się w moich dłoniach" - opowiada Brytyjka. CZYTAJ TAKŻE: Afera o chrzest Vincenta. Antek Królikowski z mamą wystawieni do wiatru? Joanna Opozda tłumaczy Uratowani bliźniacy: "Jeden nie zaśnie bez drugiego" Dziś chłopcy mają już ponad półtora roku, są zdrowi i jak podkreślają ich rodzice, łączy ich niesamowita więź. "Jeden nie zaśnie, dopóki w pokoju nie ma drugiego. Ciągle muszą być blisko siebie, choć już teraz zaczynają ostro łobuzować i mają sporo zabawy w dokuczaniu sobie nawzajem" - mówią. "Po tym, co przeszli zawsze będzie ich łączyło coś niezwykłego" - dodają. CZYTAJ TAKŻE: Rosjanie podpisali trefne kontrakty z armią! "Z datą 2007. Można się tym podetrzeć" Sonda Czy chciałbyś mieć siostrę/brata bliźniaka?
zastanawialiście się już kiedyś nad tym, jak będzie wyglądał najgorszy dzień w waszym życiu? jeśli jesteście Ojcami córek, to to jest akurat łatwe do przewidzenia - najgorszy dzień to ten, w którym odkryjecie, że Wasze Małe Księżniczki idą/chodzą na randki…
Dołączył: 2007-09-11 Miasto: malutkowo Liczba postów: 5308 23 czerwca 2009, 10:55 każdy z nas ma wiele gorszych momentów ale taki który się pamięta do końca zycia? Dołączył: 2009-05-05 Miasto: Moja Przyjazna Wyspa Liczba postów: 1112 23 czerwca 2009, 14:09 Ciekawy temat, bo w sumie nie warto wspominać złych rzeczy, ale warto mimo to umieć dalej z mini żyć, bo: "co się stało już się nie odstanie".Takie wydarzenia wielu rzeczy nas uczą i kształtują nasze charaktery."Każde cierpienie ma sens, prowadzi do pełni życia"- uczy nas jest moje dzień mojego życia... To chyba każdy dzień spędzony z moim Ukochanym. Nigdy nie myślałam, że można kogoś tak kochać i być tak kochanym... Najgorszy...Było trochę tego...Może dzień, w którym zatrułam się silnym lekiem, okazało się, że mam uczulenie i ze świadomością, że umieram trafiłam do szpitala i spędziłam tam samotnie walentynki, ale za to już szczęśliwa i powracająca do zdrowia. Paradoks... Zdecydowanie jeden z najgorszych to dzień śmierci mojego samego dnia umówiłam się na randkę z chłopakiem, w którym byłam bardzo długo zakochana, ale mu nie powiedziałam dlaczego(nie potrafiłam) nie mogę potem nie miałam ochoty mu tego tłumaczyć, bo mnie okłamał, że kogoś ma- chyba czuł się odrzucony przez to, że nie zmarł nasz Kochany Papież- chyba mój jedyny były bardzo ciężkie dni i nieprzespane noce...Jadąc na pogrzeb mojego Brata mieliśmy(jechałam z Rodziną) wypadek samochodowy...Jakiś rok później miałam kolejny wypadek samochodowy- w przeddzień moich imienin... dzień jednak ma dopiero nadejść i bardzo się go boję, ale staram się nad tym nie koncentrować, jednak jestem tego świadoma, że bardzo bliską- najbliższą mi osobę czeka bardzo poważna operacja... Decydująca o Jego i się poryczałam, ale płacz jest oczyszczający, więc nie zamierzam przed tym siły Wam życzę! Dołączył: 2009-05-05 Miasto: Moja Przyjazna Wyspa Liczba postów: 1112 23 czerwca 2009, 14:28 Właśnie przypomniał mi się jeszcze jeden paradoks...Takich ciężkich okresów miałam trochę w życiu i kiedyś kilka poważnych problemów "zwaliło" mi się na głowę...Kilka miesięcy wcześniej zaczęłam się z kimś pół roku i porządny kawał życia, poświęcenia siebie i ćwiczenia charakteru...(ponieważ był to związek na odległość, ale myślałam o nim poważnie).Po wspólnie spędzonej zabawie(wyczekanej i upragnionej) zadzwoniła do mnie z numeru "mojego misia"... jego... dziewczyna. Jakby mi się ziemia zapadła pod nogami!Kolejne pół roku później okazało się, że ten pan, miał też kilka innych bliskich "przyjaciółek"- okazało się, ponieważ każda z nich miała na to dowód w postaci... dziecka!Poczułam się jak w jakiejś kiepskiej jestem niezmiernie wdzięczna za ten niespodziewany telefon od jednej z dziewczyn mojego- hmmm- lepszego nie mogło mi się wtedy przytrafić- ale wiem to dopiero z perspektywy czasu. Dołączył: 2007-09-11 Miasto: malutkowo Liczba postów: 5308 23 czerwca 2009, 14:54 ta dziewczyna ci sporo zaoszczędziła wrażen, ze tak powiem Dołączył: 2009-05-05 Miasto: Moja Przyjazna Wyspa Liczba postów: 1112 23 czerwca 2009, 15:08 O tak..., masz zdecydowanie rację! Szkoda, że on mi ich nie zaoszczędził, ale: "co nas nie zabije to nas wzmocni". pestka82 24 czerwca 2009, 12:13 najpiękniejszy dzien hmmm 8 lat temu gdy zobaczyłam 2 kreseczki na teście,nasz ślub , pierwszy usmiech mojego dziecka kurcze dużo tych pięknych chwil ale to bardzo dobrze!!!!oby było ich jeszcze wiecej!!!! Dołączył: 2009-03-27 Miasto: Legionowo Liczba postów: 2758 24 czerwca 2009, 12:44 ostatnia awantura z rodzicami kóra dała mi zrozumieć jaka jestem beznadziejna i nic nie znacząca dla moich rodzicówjak od paru dni muszę się dostosować w dbaniu o porządek aby moi rodzice dali mi wreszcie spokój Dołączył: 2006-05-22 Miasto: Polska Liczba postów: 4995 24 czerwca 2009, 12:49 Kiedy się dowiedziałam, że jestem chora i to nieuleczalnie, bo medycyna nie zna lekarstwa na to....3 dniowy pobyt w szpitalu w Knurowie na chirurgii2005 r - jak rzucił mnie chłopaki mogę tak dużo wymieniać ;/ kwiatuszek198989 24 czerwca 2009, 13:12 Smierc taty 18 lat temu wcale go nie znam:(Najgorsze jest to co się dzieje w moim życiu teraz:(Al jae nie będe juz o tym wspominac !!!Dużo żeczy jeszcze bym mósiała pomyslce A noi dukaczanie PRZEZ RÓWIESNIKÓW gdy chodziłam do podstawówki :(((tO BYŁO NIE DO ZNIESIENIA:((
Podsumujmy: najgorszy czas na wakacyjną podróż to drugi tydzień sierpnia, piątek lub poniedziałek, ok. godz. 22:00. Wystrzegajcie się więc terminu 11-14 sierpnia 2023. To prawdopodobnie najgorszy czas na zagraniczne podróże i lepiej nie brać akurat wtedy urlopu, bo możecie go spędzić, koczując na lotnisku. Biegnąc na autobus, potykasz się i przewracasz pod nogami starszej pani, a ta, z niesamowitą wręcz satysfakcją kopnie cię boleśnie w piszczel. Na rozmowie kwalifikacyjnej rekrutujący są tak radośni, jak scenariusz Ludzkiej Stonogi, a twoje szanse na zatrudnienie są tak wysokie, jak to, że Michael Jackson jakimś cudem zmartwychwstanie tylko po to, by jeszcze raz zaśpiewać Thriller. Z egzaminu, z którego myślałeś, że poszło ci świetnie, dostajesz ledwo tróję, a twoje stypendium idzie się… no, wiecie, gdzie. Brzmi jak najgorszy dzień w życiu? Tak, to własnie masz go przeciętnie raz na dwa tygodnie. NIE JESTEŚ SAM Nie znam się na statystyce, ale sądząc po częstotliwości smutnych wpisów na fejsie i popularności słowa na k w naszym kraju, trzeba przyznać, że najgorszy dzień w życiu przeżywamy średnio – i to u tych największych szczęściarzy – kilka razy w miesiącu. Bo tramwaj uciekł i spóźniliśmy się na zajęcia ze strasznym profesorem, który na pewno zapamiętał naszą twarz i teraz będzie nas gnębił, bo musieliśmy wydać dużo kasy na coś, czego nie chcieliśmy, bo pokłóciliśmy się ze znajomym, a nasza fryzura wygląda tak, jakbyśmy mieli naprawdę bliskie i intymne spotkanie z piorunem. Każdy to przeżywa – czasami aby zepsuć nam humor, musi się stać coś tak dużego, że żaden człowiek by nie zdzierżył, a czasami wystarczy mała pierdoła – jak na przykład, poranna sprzeczka z jakimś żulem, jadącym tym samym autobusem – żeby wpienić nas na dobre i sprawić,że przez cały dzień chodzimy z miną, jakby ktoś nam wetknął do japy wielki kawał cytryny. No, albo dał się napić mleka*. CO ZROBIĆ, ŻEBY NIE ZABIĆ WSZYSTKICH DOOKOŁA? Bądźmy szczerzy – nie ma magicznego pstryczka, który sprawi, że wszystkie problemy znikną, a my każdego dnia będziemy szczerzyć zęby niczym Demi Lovato. To nie serial Disneya, a my nie jesteśmy Hannah Montana – gówniany dzień spotka nas prędzej czy później. Ważne jest chyba to, żeby spróbować z nim walczyć, bo co jak co, ale przykrycie się kocem i wpieprzanie czekolady – lub w wersji dla mężczyzn: czipsów i piwa – na pewno nie pomoże się z tym uporać. Dobry jest pomysł, który wyczytałam w komentarzach na blogu Bellove – możemy przecież codziennie spisać jakieś rzeczy, które nas cieszą każdego dnia. Okej, dostałeś dziś wielki opiernicz od szefa/nauczyciela/profesora/rodziców, ale za to wcześniej stało się coś tak fajnego, że teoretycznie, powinieneś wymiotować tęczą ze pewno tak jest. Po prostu w każdym z nas siedzi małe, nieszczęśliwe emo, które przy każdej możliwej okazji rozpamiętuje to, co złe i narzeka na wszystko, zamiast spiąć pośladki i pomyśleć o czymś też iść na pizzę i narąbać się kilkoma piwami. Co kto lubi. ZAWSZE BĘDĄ ZŁE DNI Czy tego chcemy, czy nie, i czy będziemy żyć według ściśle określonych wskazówek opracowanych przez tajemny zakon jakiśtam mnichów skądśtam, którzy zalecają codziennie miskę ryżu i uśmiech od ucha do ucha – zawsze, w którymś momencie, trafi się coś, co totalnie zepsuje nam humor. Czasami może być chwilowe, czasami trwać cały dzień – i rozwalić cały nasz grafik – ale trzeba się pogodzić z myślą, że to się, do cholery, zdarza, czy tego chcemy, czy nie. *NIENAWIDZĘ mleka.

Instagram - http://instagram.com/maxkrason Facebook - https://www.facebook.com/max.krasonn Instagram Weroniki - https://instagram.com/weronikastrzalkowsk

Jak często zdarza Ci się myśleć na koniec dnia: "To był najgorszy dzień w moim życiu!". Tak naprawdę nie jesteśmy w stanie tego przewidzieć, bo przed nami jeszcze wiele dni, miesięcy, lat. Ale na pewno zdarza Ci się tak myśleć. Albo przynajmniej, że był to jeden z najgorszych dni. Ja też miałam taką myśl. Właśnie przedwczoraj. Jak to mówią, jak pech to pech. Dzień zaczęłam pobudką o 4:50. Byłam w domu rodzinnym na długi weekend, więc na luzie mogłam wyjechać właśnie we wtorek. Pracę zaczynałam o 13:15, a przy dobrych wiatrach dojeżdżam do Katowic w 4-4,5h. Więc łatwo policzyć, że miałabym nawet zapas czasu, żeby się zdrzemnąć. Nie dane mi było tego zrobić. Zepsuł się autobus, którym jechałam... Nadal nie mogę w to uwierzyć. Ci pasażerowie, którzy mieli umówione jakieś spotkania, szukali transportu na własną rękę. Ja z ciężką, wypchaną po brzegi walizą zostałam z grupką innych osób. Kierowca zadzwonił tam i siam i następny autobus jechał pół godziny za nami. To czekaliśmy na zimnie. Wszystkich trzęsło jak galaretę, bo wyszliśmy z ciepłego wnętrza na zimne powietrze. Dobra, przyjechał ten autobus. Wiecie co było dalej? Okazało się, że był jakiś wypadek i jedno z miast po drodze było całkowicie zakorkowane. Zamiast ten kawałek, co pozostał przejechać w 30 minut, my jechaliśmy ponad godzinę. Już w myślach zaczęłam liczyć czy ja w ogóle zdążę do tej pracy. Musiałam jeszcze odnieść walizkę do mieszkania i coś zjeść. Ale udało się. Na miejscu, w Katowicach byłam koło 11:50, więc szybko pobiegłam do mieszkania (o ile można biec z walizką, która waży tonę...), zjadłam, spakowałam co trzeba i pobiegłam na autobus. Przez kilka godzin było wszystko dobrze. Zła, ranna passa gdzieś sobie odeszła, aby zaatakować wieczorem. Pierwszy raz miałam zamykać sklep sama. Wiecie, rozliczyć kasę, coś wydrukować, napisać maila. Niby brzmi łatwo, ale już przy pierwszym elemencie pojawił się problem... Następny pojawił się 15 minut później, a kolejny jeszcze 10 minut potem. Wyszłam z pracy o 22, a o tej godzinie zwykle byłam już pod prysznicem. Jeszcze myślałam, że nie zdążę wyjść głównym wyjściem centrum handlowego, w którym pracuję, bo drzwi zamykają punkt 22. W tym całym nieszczęściu tu miałam szczęście, bo nie zamknęli. Szybko się spakowałam, przebrałam, zamknęłam. Ale to jeszcze nie koniec... Pobiegłam na przystanek, akurat podjechał autobus. Uff... Wsiadłam, szukam telefonu w torbie, w kieszeniach. Nie ma go. Pędem wypadłam z tego autobusu z powrotem do centrum. Szukam w całym sklepie, w którym pracuję. Nie ma. Możecie się tylko domyślać jak spanikowana byłam. I wtedy przyszła mi do głowy myśl, że przez cały czas nosiłam telefon w tylnej kieszeni spodni. Kiedy usiadłam w autobusie mógł mi się wysunąć i zostać na siedzeniu. Ale już po ptakach... Akurat stał kolejny autobus, podchodzę do kierowcy. Akurat pani była miła, ale okazało się, że jej telefon jest rozładowany... Pożyczyłam go od jakiejś innej pani. Dobra, dyspozytornia nie odbiera. Przyjechał kolejny autobus tej linii. Panu udało się dodzwonić, potem zadzwonił do tego kierowcy poprzedniego autobusu. Miał sprawdzić na najbliższym przystanku. Ja już tracę nadzieję, bo jak tam leżał to równie dobrze ktoś mógł go ukraść... Późno się robiło, bo było już koło 22:30. Przyjechał ten feralny autobus. Niby kierowca przeszukał i nic nie znalazł, ale ja jeszcze raz to zrobiłam. Nic. Ani śladu po nim. No i co zrobić w takiej sytuacji? Nie masz telefonu, numery masz zapisane w telefonie, bo kto by się ich uczył na pamięć... Wróciłam do mieszkania. Bez telefonu. Oczywiście po wszystkich wrażeniach nie mogłam zasnąć, chociaż byłam na nogach od 4:50... Zasnęłam koło 24. A w dodatku następnego dnia musiałam wstać o 6:30 na zajęcia... Zabijcie mnie. Na szczęście miałam jakiś stary telefon, więc budzik sobie nastawiłam, bo w innym przypadku na pewno bym nie wstała... Ale on był bez karty SIM, więc zadzwonić i tak nie mogłam. Wiecie jak się skończyło? Od razu po porannych zajęciach popędziłam do pracy. Okazało się, że telefon zostawiłam w takim miejscu, którego poprzedniego dnia nie przeszukałam. Wszystko skończyło się dobrze, ale wcale tak być nie musiało. Stresu najadłam się chyba za cały rok. Dawno nie miałam tak straszliwego pecha. Mieliście kiedyś takie niesamowicie pechowe dni, że nic nie szło po Waszej myśli?
Najgorszy dzień w życiu! Wesele to nie przelewki, a już na pewno nie działalność charytatywna. Miesiące, ba, lata przygotowań, a na koniec goście plują ci w twarz dziadowskimi prezentami! Niektórym mogą puścić nerwy Zobaczcie narodziny Bridezilli!
FilmEs por tu bien20171 godz. 33 min. {"id":"789175","linkUrl":"/film/To+dla+twojego+dobra-2017-789175","alt":"To dla twojego dobra","imgUrl":" Najgorszy dzień w życiu ojca to ten, w którym ukochana córka przedstawia mu narzeczonego. Arturo, Poli i Chus właśnie to przeżywają – zgodnie uznają, że ich cudowne... więcejTen film nie ma jeszcze zarysu fabuły. {"tv":"/film/To+dla+twojego+dobra-2017-789175/tv","cinema":"/film/To+dla+twojego+dobra-2017-789175/showtimes/_cityName_"} {"linkA":"#unkown-link--stayAtHomePage--?ref=promo_stayAtHomeA","linkB":"#unkown-link--stayAtHomePage--?ref=promo_stayAtHomeB"} Najgorszy dzień w życiu ojca to ten, w którym ukochana córka przedstawia mu narzeczonego. Arturo, Poli i Chus właśnie to przeżywają – zgodnie uznają, że ich cudowne córeczki postanowiły zmarnować sobie życie, zadając się z beznadziejnymi mężczyznami. Konserwatywnemu Arturo włosy stają dęba na myśl o potencjalnym zięciu, którego ulubionymNajgorszy dzień w życiu ojca to ten, w którym ukochana córka przedstawia mu narzeczonego. Arturo, Poli i Chus właśnie to przeżywają – zgodnie uznają, że ich cudowne córeczki postanowiły zmarnować sobie życie, zadając się z beznadziejnymi mężczyznami. Konserwatywnemu Arturo włosy stają dęba na myśl o potencjalnym zięciu, którego ulubionym zajęciem jest udział w protestach i manifestacjach. Budowlaniec Poli widzi w pretendencie do ręki córki skaczącego z kwiatka na kwiatek wielbiciela dużo młodszych od siebie dziewcząt. Uważający się za dowcipnego Chus uważa, że za nic nie może zostać teściem niebieskiego ptaka, z którym zadaje się jego córka. Tyle nieszczęść na raz w jednej rodzinie! Jak im zaradzić? Superszwagrowie jednoczą siły i ruszają w bój, żeby raz na zawsze pozbyć się okropnych narzeczonych. Prawdziwa komedia. Bez wulgarności, głupkowatych żartów, efektownych fajerwerków i ekstazy śmiechu. To po prostu film trzymający dobry poziom od początku do końca. Gdyby go zrobili w Hollywood, byłaby szmira i strojenie min, a tutaj jest naprawdę sympatyczny film ze świetnym aktorstwem bez cienia ... więcej Gdzie można obejrzeć ten film? Słaby scenariusz, słabi aktorzy .... Szkoda życia.
kSt9. 308 52 156 431 101 269 142 158 196

najgorszy dzień w życiu